Euro 2012 w Polsce – wyzwanie dla marek

Nieważne,  jak bardzo jesteś odporny na zalew informacji, tej jednej i tak nie przegapisz – do Euro 2012 jest coraz bliżej! Tę wiadomość usłyszysz wszędzie i dostrzeżesz na każdym rogu. Wszystkie stadiony są już gotowe i prezentują się wspaniale, budowa nowych dróg trwa dzień i noc, dworce kolejowe przechodzą gruntowne remonty (a przynajmniej... lifting), nowe hotele rosną jak na drożdżach. Wygląda na to, że nasz kraj rzeczywiście chce wykorzystać wielką szansę. Pragnie, aby Euro 2012 w Polsce było historią sukcesu, nawet jeśli nie polskiego futbolu (i tak niewielu w niego wierzy), to z pewnością polskiej gospodarki.

Międzynarodowe marki w Polsce są już gotowe. Logo Euro 2012 w reklamach TV i w Internecie pojawia się dziesiątki razy dziennie. Można się zastanawiać, czy konsument jest w ogóle w stanie zapamiętać, przy której marce pojawia się logo turnieju. Wydaje się ono wszechobecne.
Nie ulega wątpliwości, że jeśli chodzi o twórcze myślenie w zakresie tego, jak najlepiej wykorzystać Euro do promocji marki, jest jeszcze sporo do zrobienia. W większości przypadków na razie wygląda na to, że to raczej marki promują Euro niż odwrotnie. Turniej zaczyna się za osiem miesięcy, więc jest jeszcze czas na bardziej strategiczną i kreatywną refleksję. Jestem przekonana, że marka na tyle silna, by móc pozwolić sobie na sponsoring, da sobie radę i wkrótce znajdzie bardziej przekonujący sposób na zdobycie serc konsumentów. 

Myślę, że prawdziwym wyzwaniem (i moim projektem-marzeniem) byłoby stworzenie inteligentnego planu wykorzystania tej jedynej w swoim rodzaju szansy na wypromowanie dobrych polskich marek tak, by mogły odnieść międzynarodowy sukces. By znalazły sposób na wpisanie się w świadomość setek tysięcy obcokrajowców wybierających się w czerwcu do Polski. By zdobyły uznanie w oczach ludzi otwartych na lokalne marki i charakterystyczne produkty. Warto tę szansę dobrze wykorzystać.

Jeśli uświadomimy sobie, jak wiele lokalnych marek – w różnych segmentach – ma w Polsce mocną pozycję (choć wiele spośród nich powstało zaledwie 20 lat temu) dziwi fakt, że są zupełnie nieznane nawet w sąsiednich krajach, nie wspominając o rynkach międzynarodowych. Można by stwierdzić, że przy 38-milionowym rynku wewnętrznym, rosnącej sile nabywczej i gospodarce "zielonej wyspy", eksport jest najmniejszym zmartwieniem. Z drugiej jednak strony, pamiętajmy, że Polska jest już od siedmiu lat członkiem Unii Europejskiej, miliony Polaków przemieszczają się wzdłuż i wszerz kontynentu, a rynek lokalny spowalnia. Przyszedł więc najwyższy czas na myślenie w kategoriach regionu, a może nawet na skalę międzynarodową.

W najbliższym półwieczu nie grożą nam raczej Igrzyska Olimpijskie pod Wawelem. Na co więc mamy czekać? Wprawdzie zbudowanie dobrej strategii trwa krócej niż dobrego stadionu, ale – zaledwie kilka miesięcy przed pierwszym gwizdkiem –  czy nie powinniśmy przyspieszyć?

 

Komentarze :

Skomentuj

Image CAPTCHA